Czyli dlaczego wszystko wokół nas wymaga aktualizacji, a my czasem zapominamy o sobie.
Kiedy ostatnio zrobiłyśmy update siebie?
Aktualizujemy telefony, komputery, oprogramowanie, gry, a nawet aplikacje, z których korzystamy raz na pół roku. Samochód oddajemy na regularny przegląd, pilnujemy wymiany oleju, terminów u dentysty, badań kontrolnych, a kiedy na ekranie pojawia się komunikat o dostępnej aktualizacji systemu, najczęściej prędzej czy później klikamy „zainstaluj”.
Nie chcemy przecież, żeby coś przestało działać, spowolniło albo zwyczajnie nie nadążało za współczesnością.
A teraz zastanówmy się, kiedy ostatnio zrobiliśmy taki prawdziwy update samych siebie?
Nie mam na myśli nowego koloru włosów, chociaż przyznajmy, że odrost potrafimy zauważyć szybciej niż nieaktualny protokół zabiegowy. Nie chodzi mi też o zakup nowego fartucha medycznego czy kolejnej pary butów do gabinetu, choć oczywiście dobrze dobrany strój potrafi poprawić nastrój nawet podczas najbardziej intensywnego dnia.
Chodzi mi o aktualizację naszej wiedzy, umiejętności, sposobu myślenia i podejścia do pracy.
O to, czy nadal jesteśmy na bieżąco z przepisami, które dotyczą naszego zawodu, nowymi technologiami, sprzętem, produktami, procedurami, ergonomią pracy czy zmieniającymi się standardami opieki nad pacjentem. Czy potrafimy spojrzeć na coś, co robimy od lat, i zadać sobie pytanie: „A może dzisiaj można to zrobić lepiej, wygodniej, bezpieczniej albo po prostu mądrzej?”.
Bo kto właściwie pilnuje naszego zawodowego rozwoju z taką samą konsekwencją, z jaką pilnujemy odrostu na głowie?
Doświadczenie, rutyna i kołowrotek codzienności
Obserwuję branżę stomatologiczną od 17 lat i wiem jedno — bardzo łatwo jest nam wpaść w kołowrotek codzienności, nawet jeśli naprawdę kochamy to, co robimy. Pacjent za pacjentem, grafik wypełniony po brzegi, telefon z recepcji, opóźnienie, kolejna procedura, dokumentacja, dezynfekcja stanowiska i nagle okazuje się, że minął kolejny tydzień, miesiąc, a czasem nawet kilka lat.
Pracujemy sprawnie, mamy swoje przyzwyczajenia, znamy gabinet niemal z zamkniętymi oczami, a ręce wykonują niektóre czynności szybciej, niż zdążymy o nich pomyśleć.
I nie ma w tym nic złego. Doświadczenie jest przecież ogromną wartością, a wypracowana przez lata pewność ruchów i umiejętność przewidywania sytuacji to coś, czego nie zastąpi nawet najlepsza prezentacja szkoleniowa.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy doświadczenie powoli zamienia się w rutynę, a rutyna w przekonanie, że skoro wszystko działa, to właściwie nie ma już czego zmieniać.
Bo można być naprawdę dobrym w tym, co się robi, i jednocześnie nie wiedzieć, jak wiele nowych możliwości pojawiło się wokół nas.
Nowość nie zawsze znaczy lepsza
Stomatologia rozwija się przecież w ogromnym tempie. Na rynku pojawiają się nowe rozwiązania, materiały, urządzenia i technologie, zmieniają się zalecenia, sposób komunikacji z pacjentem, oczekiwania wobec zespołów stomatologicznych, a także organizacja pracy. To, co jeszcze kilka lat temu wydawało się nowoczesne, dzisiaj może mieć swoją znacznie wygodniejszą, bardziej precyzyjną albo lepiej udokumentowaną alternatywę.
I nie, wcale nie uważam, że trzeba rzucać się na każdą nowość, bo ktoś właśnie pokazał ją na Instagramie w pięknym oświetleniu. Sama jestem zwolenniczką sprawdzania, analizowania i wybierania rozwiązań, które naprawdę mają sens w codziennej pracy. Nowy sprzęt nie staje się lepszy tylko dlatego, że ma bardziej futurystyczny wygląd i ekran dotykowy.
Ale żeby móc świadomie wybrać, trzeba najpierw wiedzieć, że w ogóle istnieje coś innego.
I właśnie tutaj zaczyna się dla mnie prawdziwa wartość rozwoju zawodowego.
Co daje szkolenie — nie tylko wiedza
Czasem wystarczy jedno szkolenie, jeden wykład, jedna rozmowa w przerwie kawowej albo nawet jedno zasłyszane zdanie, żeby coś w naszej głowie nagle się przestawiło. Żebyśmy wrócili do gabinetu i pomyśleli: „Przecież mogę spróbować inaczej! Dlaczego wcześniej na to nie wpadłam?”.
Uwielbiam obserwować takie momenty podczas naszych szkoleń Dental Process. Kiedy uczestniczka przyjeżdża z nastawieniem, że chce po prostu uporządkować wiedzę, a po kilku godzinach zaczyna planować zmiany w swoim gabinecie, dopytuje o konkretne rozwiązania, robi notatki i już w przerwie pisze do koleżanki z pracy, że muszą coś koniecznie wypróbować.
I nagle okazuje się, że rozwój nie polega wyłącznie na zdobywaniu kolejnych umiejętności. Czasem polega na odzyskaniu ciekawości, którą gdzieś po drodze zgubiliśmy.
Wypalenie nie mija po jednym szkoleniu
Bo przecież w naszej pracy zdarza się nie tylko rutyna. Zdarza się również zmęczenie, zniechęcenie, a czasem wypalenie zawodowe, które nie pojawia się z dnia na dzień. Przychodzi po cichu, kiedy kolejne dni zaczynają wyglądać podobnie, a czynności, które kiedyś sprawiały nam radość, wykonujemy już niemal automatycznie.
Nie twierdzę oczywiście, że jedno szkolenie jest lekarstwem na wypalenie zawodowe, bo byłoby to zbyt proste, a problem bywa znacznie głębszy i wymaga realnych zmian w warunkach pracy, odpoczynku czy odpowiedniego wsparcia. Ale wierzę, że spotkanie z ludźmi, którzy rozumieją naszą codzienność, potrafi czasem uruchomić coś bardzo ważnego.
Nagle okazuje się, że nie tylko my mamy trudnych pacjentów, napięty grafik, problemy z komunikacją w zespole czy momenty, kiedy najchętniej zamknęłybyśmy drzwi gabinetu i wyjechały gdzieś, gdzie jedynym obowiązkiem jest wybór smaku lodów.
Rozmawiamy z innymi uczestniczkami, wymieniamy doświadczenia, śmiejemy się z podobnych sytuacji, dowiadujemy się, jak ktoś rozwiązał problem, z którym same mierzymy się od miesięcy, i zaczynamy dostrzegać, że nasza zawodowa rzeczywistość wcale nie musi wyglądać zawsze tak samo.
Pasja wykładowcy zaraża
A do tego dochodzi wykładowca, który naprawdę kocha swoją dziedzinę.
I tutaj przyznaję — mam ogromną słabość do ludzi z pasją. Do takich, którzy potrafią opowiadać o swoim zawodzie w sposób, który sprawia, że nawet po wielu latach pracy znowu chce nam się próbować, pytać, szukać i eksperymentować w granicach bezpiecznej, świadomej praktyki.
To trochę jak obejrzenie filmu „Diabeł ubiera się u Prady”. Nagle patrzysz na własną szafę i dochodzisz do wniosku, że może jednak przydałoby się coś zmienić. Niekoniecznie od razu wymieniać całą garderobę, ale już jedna dobrze dobrana rzecz potrafi sprawić, że całość wygląda zupełnie inaczej.
Z naszym rozwojem zawodowym jest podobnie.
Nie rewolucja, a jedna zmiana
Czasem nie potrzebujemy rewolucji. Nie musimy natychmiast kupować najdroższego sprzętu, zmieniać gabinetu, wywracać wszystkich procedur do góry nogami ani zapisywać się na pięć szkoleń jednocześnie. Czasem wystarczy jedna nowa umiejętność, lepsza organizacja stanowiska, zmiana sposobu komunikacji z pacjentem czy wdrożenie rozwiązania, które oszczędza nam kilka minut przy każdej wizycie.
W skali jednego dnia wydaje się to drobiazgiem. W skali miesięcy i lat może zmienić naprawdę wiele.
Kompetencje miękkie też wymagają aktualizacji
Szczególnie bliskim mi tematem pozostają kompetencje miękkie, bo uważam, że one również wymagają regularnej aktualizacji. Możemy doskonale znać procedury, ale czy równie dobrze potrafimy rozmawiać z pacjentem, który się boi, nie ufa, ma wysokie oczekiwania albo zwyczajnie przyszedł do nas w wyjątkowo złym nastroju?
- Czy zastanawiamy się czasem, jak brzmią nasze słowa z perspektywy osoby siedzącej na fotelu?
- Czy umiemy wychwycić niepokój, zanim pacjent powie nam wprost, że się boi?
- Czy potrafimy zachować spokój, kiedy sami jesteśmy zmęczeni, a grafik od rana próbuje udowodnić nam, że doba powinna mieć przynajmniej trzydzieści godzin?
Tego również można się uczyć. I co ważniejsze — można w tym stawać się coraz lepszym, niezależnie od liczby przepracowanych lat.
Bo profesjonalizm nie polega na tym, że raz zdobywamy odpowiednią wiedzę i od tego momentu jesteśmy już gotowi na wszystko. Polega także na umiejętności dostrzegania własnych ograniczeń, aktualizowania kompetencji i przyjmowania, że zawsze może pojawić się ktoś, od kogo nauczymy się czegoś wartościowego.
I może właśnie tutaj tkwi sedno całego tego mojego dzisiejszego rozważania.
Nie chodzi mi o to, żebyśmy bez przerwy żyli szkoleniami i mieli wyrzuty sumienia za każdą wolną sobotę spędzoną na kanapie. Wręcz przeciwnie — odpoczynek i umiejętność odłączenia się od zawodowych obowiązków są równie potrzebne jak rozwój. Nie chodzi też o kolekcjonowanie certyfikatów, które imponują liczbą, ale niewiele zmieniają w praktyce.
Chodzi o świadome zadbanie o siebie jako profesjonalistę.
O wygospodarowanie czasu na to, żeby od czasu do czasu wyjść ze swojego gabinetowego świata, zobaczyć, co dzieje się poza nim, spotkać ludzi, którzy myślą podobnie albo zupełnie inaczej, i wrócić z czymś, co rzeczywiście wniesie nową jakość do naszej pracy.
Przez lata tworzenia Dental Process przekonałam się, że uczestniczki nie zawsze wracają ze szkoleń wyłącznie z nową wiedzą. Czasem wracają z większą pewnością siebie, nową motywacją, pomysłem na zmianę stanowiska, odwagą do rozmowy z pracodawcą, a nawet z poczuciem, że ich praca znowu sprawia im przyjemność.
I właśnie te historie utwierdzają mnie w przekonaniu, że warto czasem nacisnąć ten symboliczny przycisk „Aktualizuj”.
Nie dlatego, że poprzednia wersja nas samych była zła. Przecież całe dotychczasowe doświadczenie, wszystkie trudne sytuacje, popełnione błędy i wypracowane umiejętności są częścią naszej zawodowej historii. Nie trzeba ich usuwać ani zaczynać wszystkiego od zera.
Warto po prostu od czasu do czasu sprawdzić, czy nie pojawiła się lepsza wersja tego, co już znamy.
A może nawet lepsza wersja nas samych.
Na koniec pytanie do Was
I na koniec mam do Was pytanie, zupełnie szczerze, bez żadnej ukrytej ankiety marketingowej.
Kiedy ostatnio zrobiłyście prawdziwy update swojego rozwoju? Taki, po którym wróciłyście do pracy z nową energią, zmieniłyście jakiś nawyk, zaczęłyście inaczej patrzeć na pacjenta albo po prostu przypomniałyście sobie, dlaczego kiedyś tak bardzo pokochałyście ten zawód?
A może macie wrażenie, że Wasz zawodowy system od dawna wyświetla komunikat „Dostępna aktualizacja”, tylko ciągle klikacie „Przypomnij mi później”?
Dzisiaj trochę z przymrużeniem oka, ale myślę, że warto się nad tym zastanowić.
Bo samochód możemy oddać do mechanika, telefon zaktualizuje się czasem nawet bez naszej wiedzy, ale o własny rozwój musimy zadbać sami.
I obyśmy pilnowali go przynajmniej tak uważnie, jak terminu kolejnej wizyty u fryzjera.
Chociaż przyznaję — z odrostem konkurencja będzie naprawdę trudna.
Ewelina Matias
Założycielka Dental Process, organizatorka szkoleń i wydarzeń edukacyjnych dla branży stomatologicznej. Od 17 lat związana ze stomatologią, pasjonatka rozwoju zawodowego, komunikacji i kompetencji miękkich. Prywatnie mama dwóch synów i kolekcjonerka wspomnień.

